środa, 23 grudnia 2009

WESOŁYCH ŚWIĄT


Z życzniami nigdy Mamie nie było po drodze....więc zerżniemy z Pana Maleńczuka...chociaż nie wiemy z kogo zerżnął On, ale co tam

W zbożnym celu grzeszyć miło...
żeby Swięto Swiętem bylo....

DUŻŻŻŻŻŻŻŻOOOOO MIŁOSCI WSZYSTKIM!!!!!

Każdemu jego własnego, wymarzonego traktora...
białego sniegu, sztruksiku, zorzy na niebie, ucisku dłoni, buziaków, ciastek z dżemem, swiętego spokoju, herbaty z cytryną, odpowiedzi z wydawnictwa, celnych strzałów, kryształowej kuli, dobrego smaru pod nartki...i sanki :-), powrotów jesli się czeka, płetwy grzbietowej teeeego walenia....,rozmów do rana...każdy z Was jaki swój traktor w głowie ma...tego Wam życzę ja...Mikołaj

sobota, 28 listopada 2009

HA!! I kto jest najlepszy?????


fot. Tadeusz Mieczyński

GRATULUJEMY

Justynka wygrywa i jest liderką Pucharu Świata!


Fot. Lehtikuva Lehtikuva

czwartek, 26 listopada 2009

Sezon uważa się za... nierozpoczęty...



Foto:Scanpix

Mama mówi, że jak będę za wujka kciuki trzymał to powtórzy to co zrobił najlepiej... nie kojarzę tego wujka, ale kciuki trzymać mogę...

wtorek, 24 listopada 2009

Niebo i Miłą trzeba brać siłą...

skoro tak... skoro inaczej się nie da, to trzeba wziąć własnie tak... ktos tak Mamie dzis powiedział... i chyba mial rację...
Nigdy nie bylismy bliżej realizacji największego zmotoryzowanego marzenia Mamy... trzymam kciuki... wlasnie bierzemy Niebo silą... nic na razie nie powiem żeby nie zapeszyć...
Ciekawe ile osób czeka na mój nowy post? Ciekawe kto jest ciekawy?

czwartek, 3 września 2009

Koniec podróży

Przejechalismy okolo 6900 kilometrów, poza Polską odwiedzilismy jeszcze 6 innych krajów, zajęło nam to 18 dni, widzielismy 2 losie, 3 wieloryby i setki reniferów, spotkalimy Swiętego Mikolaja, nie spotkalismy cioci...ale nadrobimy :-)

...teraz tylko trzeba ubrać mysli w slowa i przelać na papier...a na razie wyjeżdżam!!!
Znikam...buziaki dla wszystkich którzy cierpliwie brnęli przez te moje opowiesci.

Mikołaj

Końcóweczka


Wyświetl większą mapę

Jakies 1261 km....

No i jestemy prawie w domu...

Wczoraj rodzice po raz pierwszy musieli odłożyć książki z powodu zapadającego zmroku. Nie było jeszcze super ciemno, ale czytać się już nie dało. Żegnamy, więc Białe Noce…może w końcu zacznę chodzić spać normalnie, czyli bez godzinnych śpiewów o 21.00, bo podobno rodziców to dobija….

Mama porozmawiała sobie dziś z babcią Danusią. Dziś uciekają z Rydzewa. Wysłała jej sms-a, żeby na nas poczekali – może uda się ją przekonać.…Chociaż Babcia Danusia uparta jak osioł jest, w przecież to byk.

Przerwa na gołąbki z ryżem. Tatko gotuje, a ja z Mamą poznaliśmy dwóch motocyklistów z Warszawy. Zrobili sobie wypad do Tallina.

Strasznie pada.

Przed chwilą minęli nas nasi motocykliści, pomachali nam. Jechać na motocyklu w taką ulewę – masakra. Jazda w taką pogodę musi być straszna.
Tatko prowadzi, ja stękam a Mama gapi się na uciekające po szybie krople deszczu…do góry…

Śpimy w Koziej Dupie – to taka miejscowość na Łotwie, hihihi. Dosłownie, niegdzie nie mogliśmy znaleźć miejsca, żeby zaparkować na noc, więc jak tylko zobaczyliśmy słowo camping – wjechaliśmy. Dziadek chciał 10 łatów, ale nie mieliśmy tutejszej waluty, więc przeliczył nas na 250 koron estońskich, co daje jakieś 66,66zł za wodę z jakiejś rury i „red bulding” - dziura zamiast kibelka. No koszmar totalny, dodatkowo nie mamy chleba, a do jakiegoś miasteczka czy w ogóle sklepu ho ho ho i trochę. Na kolację zjadłem z Mamą łazanki z sosem rosyjskim a tatko rybkę.

Jutro śniadania nie przewiduje się.

Jeśli 1 łat to 6 zł, to ok., ale 6 zł????
Naciągnął nas chyba dziadek ostro, ale w życiu jest tak, że to, co się daje wraca do ciebie i przychodzi taki dzień, że kosa trafia na kamień.

Dziś dla odmiany to rodzice wykąpali się w naszej łazience, a ja nie, bo zimno strasznie i pada, więc strach ze się przeziębię.

Nie mamy podczas drogi jakiś super widoczków. Lasy i pojedyncze chatynki. Skończyły się nasze ukochane czerwone domy z białymi okiennicami i ciemnymi dachami. Tu po drodze same rozwalające się domki.

Wiola przysłała nam sms-a, że czekają na nas w Rydzewie. Czyżby Danusia dała się przekonać?

Jutro wjedziemy już do Polski. Dziś jeszcze byliśmy w Finlandii, a teraz jesteśmy na Łotwie. 3 kraj dzisiaj.

Pogoda nas nie oszczędza. Jesteśmy troszkę przed Rygą, a jutro prosto na dół, na mazury, do Rydzewa.

Niedziela…chyba?…
Dalej w deszczu. Wyruszyliśmy wczesnym rankiem, żeby jak najwcześniej dotrzeć do Rydzewa.
Zrobiliśmy sobie tylko herbatkę, bo wciąż nie mamy chleba i w drogę.

Długo nic nie udało nam się kupić, bo mamy tylko estońskie korony i euro. A ich to nie interesuje. Karta płatnicza nie działa…

Dopiero na Litwie udało nam się zamienić koronki troszkę euro na lity. Zatankowaliśmy do pełna, Mama kupiła rogale i herbatniki i dalej w drogę. Tatko narzeka, że za mało rogali…wszystkiego za mało, za mało urlopu, za mało czasu…a wracać trzeba, …więc wracamy…

Taki kawał drogi przejechaliśmy, tyle drogi i świata, ale koniec końców trzeba do domu wrócić.

Jeszcze tylko noc w Rydzewie, a potem już prosto do Sosnowca. Rano pojedziemy oddać autko, a potem wszystko wróci na swoje miejsce, rodzice do pracy, a ja do babci…

P.S.
Właśnie przed chwilką Mama sprawdziła 1 łat to 6 zł – no niestety tyle kosztuje… Masakra